W miasteczku małym i sennym poezja z muzyką się spotkały…

Ten tekst mógłby zaczynać się tak: dnia 15 listopada br. o godz. 19.00 w Bibliotece Publicznej im. Stanisława Wyspiańskiego w Leżajsku odbyło się spotkanie poetycko-muzyczne. Było wspaniale i frekwencja dopisała. I czym byłby tak napisany tekst, jeśli nie profanacją przeżyć każdego, kto na to spotkanie przybył, żałosną informacją podaną w liczbie wersów kilku, ginącą w morzu innych mniej lub bardziej ważnych informacji? Ale ten tekst zaczyna się inaczej. Na moje szczęście…

Pełna galeria zdjęć dostępna TUTAJ.

Wróciłam godzinę temu do domu, ściągnęłam buty i płaszcz, zaparzyłam herbatę. Przez zachodnie okna wpadało do środka światło księżyca, który jeszcze nie w pełni, ale już do cna napełniony światłem mógł w tej chwili śmiało zdetronizować słońce. Im intensywniej wpatrujesz się w ten księżyc, odnosisz wrażenie, że patrzysz w czyjąś twarz - z taką myślą odeszłam od okna i postanowiłam sobie trwać w tej półciemności z irracjonalnego strachu, że kiedy zapalę lampę, ta oto twarz może mnie bezkarnie podglądać. Włączyłam komputer - światło ekranu odpędziło strach, a gorąca herbata rozgrzała zesztywniałe z zimna palce i… zawisłam nad klawiaturą. Co tu napisać? Uporczywość tego pytania jest jak chińska tortura - im częściej je powtarzasz, tym bardziej możesz być pewny, że oddalasz się od odpowiedzi. Jak się tu publicznie przyznać, że mimo całej swojej miłości do tego miasta, szło się na ów wieczór z poezją i muzyką, nie mając właściwie zbyt wielkich oczekiwań, bo czego można się spodziewać po takim Leżajsku, nieprawdaż? Przecież to nie Kraków - miasto z artystycznym monopolem na „zadumania” przy poezji i muzyce. I nie wmówicie mi, że nie myśleliście podobnie. Cóż, Kraków będzie musiał od teraz pogodzić się z tym, że w Leżajsku to mają takie wieczory poetycko-muzyczne, że brakuje nie tylko miejsc siedzących, ale i stojących. Nam z tego powodu nie jest absolutnie przykro, bo oto do kalendarza kulturalnego wpisuje się nowe wydarzenie (kolejne obok skierowanej do najmłodszych odbiorców  „Nocy w Bibliotece”), organizowane przez Bibliotekę Publiczną w Leżajsku. I to takie wydarzenie, po którym wraca się do domu z wypiekami na twarzy, ze zdziwieniem rejestrując, że nagle rzeczywistość zaczęła uwierać jak zbyt ciasne buty. Sądzę, że każdy kto wybrał się na „Miłosną zadumę”, bo pod taką nazwą odbywało się spotkanie, miał podobne odczucia.

Jedyne, co można powiedzieć o miłości pewnego to to, że jest różna. Przychodzi pod wieloma postaciami i na wiele sposobów. Niby banał, bo każdy to wie, tylko dlaczego prawie nikt o tym banale nie pamięta?  Za sprawą kilku osób, w piątkowy wieczór, mogliśmy sobie przypomnieć .
Jako wielka fanka poezji oniemiałam, kiedy Pani Małgorzata Bucior zaczęła recytować swoje wiersze, które nie dość, że nie pachniały trywialnością, to jeszcze pełne były błyskotliwej ironii, którą tak lubię. A już zupełnie przetrąciła mój percepcyjny kręgosłup świetną interpretacją tekstu piosenki Nicka Cave’a  pt. „Przekleństwo Millhaven”. W genialny sposób oddała atmosferę panującą w dziwnym miasteczku Millhaven, którym wstrząsa seria morderstw. Narratorką, a zarazem autorką zabójstw, opisywanych w dość niewinnych słowach, jest piętnastoletnia Loretta, w którą wcieliła się Pani Małgorzata tak sugestywnie, że przez moment poczułam się jak w jednym z demonicznych filmów Tima Burtona i ukradkiem zerkałam na ręce, czy przypadkiem nie dzierżę tam jakiegoś noża. Dodatkowo nastrój niesamowitości potęgowała, wyświetlana w tle, animacja autorstwa Bartka Kulasa, stworzona dla Katarzyny Groniec, która obok Kingi Preis jest bodajże drugą w Polsce odtwórczynią wspomnianej piosenki Cave’a. Moim zdaniem Pani Małgosia ze swoją interpretacją bije obie panie na głowę. Na miano artystycznego odkrycia zasługuje również Pani Anna Paluch, właścicielka niezwykłego głosu, której „Bolero” wzbudziło taki zachwyt, że nie obeszło się bez bisów. Z piosenki, śpiewanej zwykle przez harcerzy przy ogniskach, Pani Ania zrobiła coś, co trudno ubrać w słowa słowami - trzeba było to usłyszeć. Nie dość, że wykazała się świetną dykcją, ponieważ piosenka przez swoje szybkie tempo jest pułapką dla języka, to jeszcze momentami uraczyła nas sopranem tak czystym, że próżno szukać drugiego takiego w pobliżu. Właściwie to sama już nie wiem, który z utworów podobał mi się bardziej: „Nie opuszczaj mnie”, „Ta ostatnia niedziela”, czy też może wspaniała „Przypowieść błękitna”, z cudownymi słowami Romana Kołakowskiego. Niezwykłym solowym popisem na pianinie uraczyła nas Monika Paluch, wykonując
Etiudę Ges-dur op.10 i Fantazję Impromptu cis-moll op.66. Monika jest obecnie uczennicą Łańcuckiego Towarzystwa Muzycznego II stopnia i wspaniale zapowiadającą się pianistką. Ciekawy aranż do „Bolera” i pozostałych kompozycji, a także ich wykonanie to zasługa akompaniujących Pani Annie Paluch muzyków: Pawła Palucha (pianino), Grzegorza Rogowskiego (gitara basowa) i Bogumiła Łyko (gitara akustyczna).

Został po tym wyjątkowym wieczorze głód jeszcze większy, niż wtedy, kiedy przed spotkaniem przekraczało się próg Biblioteki. Każdy usłyszany dziś wers wiersza lub piosenki stał się plastrem z odrobiną balsamu, gojącego nawet najmniejsze pęknięcie na duszy lub oparzenie przez rzeczywistość.

Stałam w najdalszym i najciemniejszym kącie sali, obok mnie opierała się o ścianę jakaś licealistka. Było ciemno, ale jednak nie na tyle, by nie dostrzec wyrazu jej twarzy, po której spłynęło kilka łez, kiedy Pani Małgorzata czytała jeden z wierszy. Jest jakaś niesamowita pokusa w podglądaniu tego, jak to samo zdarzenie przeżywa ktoś obok nas, zwłaszcza, że wiążą się z tym tak wielkie emocje. Dziwne, ale ta dziewczyna nie była zasmucona, nieobecna owszem, ale na pewno nie zasmucona i wtedy przyszło mi do głowy, że choć wszyscy tam byliśmy ciałami, to duchem niekoniecznie. Byliśmy tam jednocześnie nie będąc. Można nazwać to paradoksalnym skutkiem ubocznym doświadczania poezji i muzyki, ale i tak będzie to mało fortunne uproszczenie. Zaszurały krzesła, ubraliście płaszcze, postawiliście kołnierze i poszliście do domów. Jednak już nie tacy sami, bo czerwonymi rumieńcami wykwitła na Waszych policzkach miłość do samych siebie, za to, że wiecie, co jest dla Was najlepsze, by wyleczyć się z czającego się za rogiem listopada.


Natalia Nowicka



GODZINY OTWARCIA:
pon.-pt. 8.00 - 18.00

ADRES:
ul. Jarosławska 1
37-300 Leżajsk

 

Miejskie Centrum Kultury w Leżajsku

 

Modernizacja budynku Biblioteki Publicznej im. Stanisława Wyspiańskiego została zrealizowana w ramach projektu „Rewitalizacja i zagospodarowanie przestrzeni publicznej wokół zabytkowego rynku miejskiego w Leżajsku”, dofinansowanego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Podkarpackiego ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego – Oś VII Spójność wewnątrzregionalna Działanie 7.1 Rewitalizacja miast oraz Programu Promesa Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego